Nawigacja

Ostatnie artykuły

Najczęściej oglądane fotki

Nowe komentarze

Newsy
od: Podbuz
dnia 25.08.2013
Przykro mi, mam na i...

Newsy
od: Ivan Tyhyy
dnia 25.07.2013
[url=http://zik.ua/u...

Newsy
od: lechu
dnia 05.07.2013
Informuję, że dzięki...

Newsy
od: lechu
dnia 01.07.2013
Przypominam, że wpła...

Newsy
od: lechu
dnia 27.06.2013
Tym razem musi się u...

Artyuły
od: tacjanna
dnia 30.12.2014
W nrze 11 "Lasu Pols...

Artyuły
od: alma
dnia 07.12.2014
W listach i wspomnie...

Artyuły
od: Boronski
dnia 06.11.2013
Dziękuję za sprawdze...

Artyuły
od: lechu
dnia 06.11.2013
Witam, niestety imie...

Artyuły
od: Boronski
dnia 03.11.2013
Dzień dobry , Czy ma...

Galerie
od: 0987
dnia 08.01.2016
W górnym rzędzie pie...

Galerie
od: 0987
dnia 08.01.2016
Poznajemy młodzienie...

Galerie
od: 0987
dnia 08.01.2016
Poznaję, nasz tato t...

Galerie
od: 0987
dnia 07.01.2016
Józef Jager poznaję...

Galerie
od: 0987
dnia 07.01.2016
Piękna fotka naszego...

Pewnego razu w Podbużu


     Ostatniego dnia maja 2008 r., będąc z krótką wizytą w okolicy Ustrzyk Dolnych, postanowiliśmy zorganizować jednodniowy wypad do Podbuża. W wycieczce, prócz mnie, wziął udział mój młodszy brat, tato, a także dwóch kuzynów, dla których Podbuż, z względu na przodków, był również ważnym celem podróży.

     Na granicę w Krościenku dotarliśmy około godz. 8.30. Dołączyliśmy do ponad kilometrowej kolejki. Trzy godziny później, po dopełnieniu wszystkich formalności wymaganych przez ukraińskich pograniczników, przekroczyliśmy granicę. Niespodzianka czekała na nas około kilometra dalej. Na horyzoncie pojawił się Pan w jakimś uniformie przypominającym mundur naszych pocztowców. Okazało się, że musimy jeszcze dokonać obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego wymaganego na Ukrainie. Następnie podążyliśmy dziurawą, ale za to szeroką drogą w kierunku Sambora.
     Jechaliśmy bardzo powoli z uwagą szukając drogowskazów lub tablic z nazwami miejscowości. Na próżno. Przejeżdżaliśmy przez zadbane, ale skromne wsie, które przypominały mi Polskę 20 lat temu. Mijaliśmy furmanki z zaprzęgami konnymi i różne dziwaczne konstrukcje przypominające ciągniki. Co jakiś czas wyprzedzały nas ze znaczną prędkością bardzo leciwe samochody. Jednak okazało się, że nie jest to normą, chwilę później widzieliśmy też takie o jakich nawet nie byłbym w stanie pomarzyć.
     Sambor minęliśmy bez większych problemów, choć była chwila niepewności, gdy w centrum miasta asfaltowa ulica zmieniła się w zwykłą drogę szutrową. Następnie udaliśmy się w kierunku Podbuża. Tuż przed miejscowością Uroż już nie mogliśmy doczekać się celu podróży. To uśpiło naszą czujność i niewiele brakowało byśmy zgubili drogę. Prawidłowy kierunek pomogli obrać nam miejscowi. Mijamy Podmanasterek i przejeżdżamy przez most na Bystrzycy, a tuż za nim wyłoniła się tablica z napisem Підбуж.


     Byliśmy na miejscu. Miejscowość wyraźnie zwiększyła swój obszar. Nijak nie zgadzało się to z naszkicowanym przez mojego dziadka uproszczonym planem urbanistycznym miejscowości. Krążyliśmy po omacku. Kilka dłuższych chwil szukaliśmy jakiegoś punktu odniesienia. W końcu zza zakrętu wyłonił się zapamiętany ze starych fotografii budynek dawnego sądu grodzkiego. Od tego momentu rozpoczęło się prawdziwe zwiedzanie Podbuża.


     Odnaleźliśmy park, o którym wiele razy opowiadał mój dziadek. Cały jego obszar zaniedbany i zdewastowany. Roślinność wyglądała na nie pielęgnowaną od dziesięcioleci.


     Dawna infrastruktura to w zasadzie już tylko relikty, a może głównie wspomnienia. W centralny punkcie stał socrealistyczny pomnik. Stojąc w parku z oddali widzieliśmy budynek domu strzelca.


     Następnie podążyliśmy w kierunku dawnego kościoła rzymskokatolickiego p.w. Jana Chrzciciela. Po prawej stronie na niewielkim wzniesieniu dostrzegliśmy stary cmentarz rzymskokatolicki z ruinami kapliczki. Jednak wizytę na nim zostawiliśmy sobie na później. Skręciliśmy w prawo na główną ulicę Podbuża. Po chwili naszym oczom ukazała się poszukiwana świątynia.


     Byliśmy przy dawnym kościele. Obecnie w budynku mieści się cerkiew greckokatolicka. Obiekt już na pierwszy rzut oka wygląda inaczej niż na starych fotografiach. Zniknęła główna wieża. Dzwonnica usytuowana przed budynkiem zmieniła lokalizację i formę architektoniczną, z surowej na bardziej ozdobną. Weszliśmy do środka świątyni zastając wystrój charakterystyczny dla grekokatolików.


     Dostrzegła nas wewnątrz starsza kobieta. Podeszła do nas i zapytała, czy może nam w czymś pomóc. Mój tato nawiązał z nią konwersację i po chwili okazało się, że ona i jej rodzina znała mojego dziadka. Jej matka była jego nauczycielką. Zapytaliśmy się również o to czy w Podbużu mieszka ktoś z Polskim pochodzeniem. Okazało się, że z tym może być problem, gdyż nikt z mieszkańców oficjalnie nie przyznaje się do Polskich korzeni, a przynajmniej ta Pani takich osób nie zna. Mówiła jedynie o jakiejś bardzo leciwej kobiecie, ale ostatecznie stwierdziła, że chyba jednak nie, gdyż ta Pani zmieniła wyznanie na prawosławne. Wówczas wspomniała coś o trudnych relacjach z prawosławnymi. Dało się wyczuć, że istnieje pomiędzy grekokatolikami, a prawosławnymi jakaś forma rywalizacji. Ci pierwsi są obecnie w mniejszości, aby się przekonać wystarczy spojrzeć na wielkość świątyń. Cerkiew prawosławna już z daleka wydawał się znacznie większa. Następnie wskazała nam najkrótszą drogę na stary cmentarz rzymskokatolicki, który widzieliśmy z oddali kilka chwil wcześniej. Idąc wskazanym szlakiem, po lewej stronie, minęliśmy jeden z budynków, który rozpoznałem ze starej fotografii.


     Tuż za nim zaczynała się stosunkowo stroma polna dróżka prowadząca prosto do pozostałości cmentarza. Ruiny widzianej wcześniej kapliczki dostrzegliśmy dopiero po minięciu ostatniego domu.


     Żeby do niej dojść musieliśmy pokonać kilkadziesiąt metrów idąc skrawkiem nie zaoranej miedzy, mijając po prawej stronie kartoflisko. Cmentarz usytuowany był na wzniesieniu, nieco ponad miejscowością. W dole było widać całą panoramę Podbuża z Szepetnikiem i Magurą na horyzoncie. Widok był niesamowity.


     Zbliżyliśmy się do zniszczonego drewnianego płotu otaczającego cmentarz. Ujrzeliśmy widok zbliżony do tego, który niejednokrotnie widywałem na starych poniemieckich cmentarzach na Dolnym Śląsku. Zrośnięty krzakami i trawą po pas. Tylko gdzieniegdzie wyłaniały się pozostałości mogił. Centralny punkt to ruiny kapliczki.


     Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że zdecydowana większość grobów nie istnieje. Doliczyliśmy się zaledwie 10 mogił i dwa grobowce. Szukaliśmy miejsca pochówku najstarszego brata mojego dziadka, który został zabity w niewyjaśnionych okolicznościach w okolicy Opaki. Niestety odnalezienie miejsca jego pochówku okazało się niemożliwe. Wielce prawdopodobne jest to, że obecny obszar cmentarza jest znacznie mniejszy niż to było przed wojną. Jego kształt nie zgadzał się ze szkicem wykonanym przez mojego dziadka. Dlatego nasze poszukiwania były wyjątkowo trudne. Udało się nam jedynie udokumentować na fotografiach zachowane mogiły.


     Wśród tych, z których udało się odczytać personalia były następujące osoby: Ignacy Peltz, Paweł (nazwisko nieczytelne), Wacław i Karolina Duda, Klemens Dušanek, Jan Seitz, Theodor Stollowski i Albert Mittelstadt. Wiele nagrobków zapewne było pokrytych ziemią. Jednak gruba warstwa korzeni i trawy uniemożliwiła nam odnalezienie kolejnych grobów. Uznaliśmy, że bez cięższych narzędzi nic tu nie zdziałamy. Wizyta na cmentarzu uzmysłowiła mi, że ślady po naszych przodkach zaczynają stawać się mglistą historią. Może właśnie nadszedł czas do działania, aby powstrzymać ten proces. Pomyślałem, że może warto w niedalekiej przyszłości zorganizować wyprawę w celu przeprowadzenia podstawowych prac porządkowych na cmentarzu, a przy okazji dokonać inwentaryzacji wszystkich mogił. Stan aktualny ma związek oczywiście ze zmianą struktury wyznaniowej na tym terenie. Parafia rzymskokatolicka w Podbużu została zlikwidowana w 1945 r. Miało to oczywisty związek z działaniami wojennymi, czyli utratą życia lub koniecznością emigracji tej grupy wyznaniowej. Dodatkowo można również powiązać to ze śmiercią ostatniego proboszcza ks. Ignacego Popkiewicza, który zmarł na przełomie lat 1944/1945.
     Wróciliśmy z powrotem do świątyni greckokatolickiej, gdzie wciąż czekała na nas kobieta, którą wcześniej spotkaliśmy. Na koniec udało się nam ustalić, że obecnie w Podbużu prawdopodobnie nie ma już wyznawców religii rzymskokatolickiej, a przynajmniej nikt o nich nie słyszał. Choć temat wciąż nie dawał mi spokoju postanowiliśmy już dalej go nie drążyć zważywszy na ograniczenia czasowe i konieczność narzucenia większego tempa zwiedzania. Pożegnaliśmy się dziękując za okazaną pomoc.
     Następnie podążyliśmy w okolicę cerkwi prawosławnej. Obiekt obejrzeliśmy jedynie z zewnątrz. Wyjątkowo zadbany, ale bez zbytniego przepychu znanego z rosyjskich cerkwi. Stamtąd ruszyliśmy pod budynek dawnej szkoły.
     Po drodze brat podszedł do dwóch kobiet w średnim wieku, ubranych w bardzo schludną odzież w kolorze czarnym, które się nam przyglądały idąc drugą stroną ulicy. Okazało się, że wracają z pogrzebu. Wyjaśniliśmy również kwestię dlaczego we wszystkich miejscowościach, które mijaliśmy prawie wszystkie młode dziewczęta ubrane były bardzo odświętnie. Okazało się, że na Ukrainie jest to ostatni dzień roku szkolnego i zaczynają się wakacje. Napotkanym Paniom opowiedzieliśmy skąd nasza wizyta w Podbużu. Okazało się, że turyści bardzo rzadko przyjeżdżają w te strony. Dlatego nasza obecność wzbudzała powszechne zainteresowanie. Obie Panie zaprowadziły nas do najstarszych mieszkańców Podbuża z nadzieją, że rozpoznają kogokolwiek na fotografiach, które ze sobą przywieźliśmy. Wizyta u seniorów nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. Postacie na zdjęciach nie zostały rozpoznane, choć niektóre nazwiska wymieniane przez nas były im znane. Usłyszeliśmy jedynie kilka informacji na temat powojennych losów miejsc uwidocznionych na fotografiach. Najważniejsza z nich to historia tzw. Zarębanego lub inaczej Zarubanego, leśniczówki położonej tuż za lasem i górą Rubany, w której mieszkali przez jakiś czas moi przodkowie. Dziś podobno znajduje się tam jakiś ekskluzywny pensjonat. Naocznie jednak nie udało nam się tego sprawdzić.
     Jedna z Pań zaoferowała, że może zaprowadzić nas nad wodospady usytuowane przy drodze na Szepetnik. Z radością przystaliśmy na tą propozycję, zwłaszcza, że wiele razy opowiadał o nich mój dziadek. Szliśmy w ich stronę rozmawiając o dawnym Podbużu i w pewnej chwili okazało się że ojciec tej Pani uczył się zawodu szewca u brata mojego pradziadka. Zaprowadziła nas pod dom w którym mieszkał ów brat. Kawałek dalej skręciliśmy w lewo i szliśmy polną drogą aż do samej rzeki Bystrzycy. Tuż obok brodu stał wąski mostek, zbudowany już w czasach powojennych. Przeszliśmy na drugą stronę rzeki i tam ujrzeliśmy płynący z góry potok. Równolegle biegnąca droga zaprowadziła nas do pierwszego wodospadu.


     Obok niego została wybudowana chrzcielnica, w której obecnie odbywają się obrzędy chrztu świętego, przy użyciu wody płynącej z potoku. Ktoś z naszej grupy poszedł kawałek dalej i wrócił z informacją, że kolejny wodospad jest znacznie oddalony. Ustaliliśmy wówczas, że trzeba wracać, skoro zamierzamy odwiedzić jeszcze Załokieć, Smólną i Stronną.
     Wracając po samochód zaparkowany pod domem naszej przewodniczki otrzymaliśmy kolejną propozycję – kobieta zaprosiła nas na szklankę wody i coś do zjedzenia. Wszyscy odczuwaliśmy głód, zwłaszcza, że zbliżała się godzina 16.00, dlatego zaproszenie zostało gremialnie przyjęte. Ugoszczono nas z wielką serdecznością - „czym chata bogata”. Skosztowaliśmy różne rodzaje domowych przetworów, a w dodatku woda okazała się prawdziwą swojską gorzałką. Mąż kobiety, który dołączył do nas podczas posiłku, nie chciał słyszeć, że bardzo nam się spieszy i musimy jechać dalej. Powiedział, że gość może wstać od stołu dopiero po piątym kieliszku. Jak rzekł gospodarz, tak też i się stało. Taryfę ulgową miał tylko kierowca, który został zwolniony z tego obowiązku.
     Parę minut przed 17.00 byliśmy już w drodze do Załokcia. W przydrożnym wiejskim sklepie, w południowym końcu Podbuża, zrobiliśmy drobne zakupy. Ekspedientka powiedziała nam, że w tym budynku przed wojną mieszkali Polacy, a ona sama często bywa w Polsce. Kawałek dalej tuż przed Załokciem zauważyliśmy mały cmentarz, przy którym zrobiliśmy krótki postój. Liczyliśmy, że to może na nim znajdują się groby naszych przodków, czyli moich prapradziadków. Mogiły były z różnych okresów, jednak nikogo z rodziny nie znaleźliśmy. Dodatkowo kilka podniszczonych pomników nie posiadało tabliczek z nazwiskami pochowanych. Chwilę później byliśmy w Załokciu. Przy wjeździe nie było tabliczki z nazwą miejscowości. Dopiero murowany przystanek autobusowy z dużym napisem Залокоть potwierdził, że jesteśmy we właściwym miejscu. Wieś okazał się dość sporą osadą, do której prowadziła od Podbuża polna, ale stosunkowo szeroka droga. Domy usytuowane były po obu jej stronach. Przy przystanku autobusowym było rozwidlenie drogi, w lewo na Bystrzycę, w prawo na Smólną.
     Kilkanaście minut później dotarliśmy do Smólnej. Przy starym ciężarowym samochodzie stała grupka mężczyzn ubranych trochę jakby odświętnej. Raczyli się gorzałką. Zatrzymaliśmy się przy nich, aby zapytać o dawnych mieszkańców tej miejscowości oraz o stare okoliczne cmentarze. Nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele, choć jeden z mężczyzn przyznał, że zna nasze nazwisko, gdyż wywodzi się z tej rodziny. Mówił, że nasi przodkowie mieszkali w leśniczówce, która usytuowana była za leśnym wzgórzem na płn.-wsch. od miejsca w którym staliśmy. Z wcześniejszych relacji mojego dziadka wynikało, że zdecydowana większość naszych przodków była leśnikami, co potwierdzały również dokumenty. Wskazywana lokalizacja leśniczówki również zgadała się z wersją dziadka. Jednak trudno było mi zweryfikować, czy rzeczywiście mamy wspólne korzenie. W międzyczasie Panowie poczęstowali nas gorzałką. Chwilę później wyjaśniło się dlaczego mężczyźni stali przy samochodzie w schludnych ubraniach. Kilkadziesiąt metrów dalej stał budynek świetlicy, w którym odbywała się zabawa taneczna na zakończenie roku szkolnego, w której brały udział córki kilku z nich. Jeden z mężczyzn koniecznie chciał byśmy zobaczyli jak bawi się młodzież w Smólnej. Na wizytę w świetlicy skusiłem się tylko ja. Wprowadził mnie do sali, w której gromada dziewcząt ubrana w suknie balowe tańczyła do granej przez kilkuosobowy zespół muzyki. Jej dźwięki przypominały nasze „discopolo”. Po wykonaniu kilku fotografii dołączyłem do moich towarzyszy podróży.
     Parę minut przed godz. 19 byliśmy już w drodze powrotnej do Podbuża. Jechaliśmy z nadzieją, że zdążymy przed zmrokiem odwiedzić jeszcze Stronną. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilkę w tym samym co wcześniej wiejskim sklepie, aby uzupełnić prowiant. Kupiłem w nim zgrzewkę wody mineralnej z Podbuża z lokalnej rozlewni i pojechaliśmy dalej. Przy dawnej szkole zwróciliśmy uwagę, że zaczyna się ściemniać.


     Gdy dojechaliśmy do drogi prowadzącej do Stronnej było już zbyt ciemno, aby jechać dalej. Kuzyn, który całą drogę kierował samochodem, pomógł podjąć nam decyzję. Przyznał, że zaczyna dopadać go zmęczenie. Dlatego postanowiliśmy zakończyć na tym naszą wizytę w Podbużu. Ruszyliśmy w kierunku granicy. Droga nie była zbyt daleka, jednak moc wrażeń, jakich doświadczyliśmy tego dnia, przełożyła się na znaczne zmęczenie. Granicę przekroczyliśmy parę minut po północy.
     Jednodniowa wycieczka okazała się rewelacyjnym przeżyciem. Warto było odwiedzić miejsca, w których mieszkali moi przodkowie przez ponad 80 lat, po przybyciu w II poł. XIX w. z Czech. Szkoda, że nie udało nam się odwiedzić wszystkich zaplanowanych miejsc. Chociaż z drugiej strony może to i dobrze, przynajmniej jest pretekst do kolejnej wizyty.


Poleć ten artykuł
Podziel się z innymi: Delicious Facebook Google Live Reddit StumbleUpon Tweet This Yahoo
URL:
BBcode:
HTML:
Facebook - Lubię To:


Komentarze

5 #1 kresen
dnia 05.09.2008 15:59:40
Parafia katolicka Podbuż w latach 30-tych obejmowała aż 11 wsi i tylko 342 wiernych i Polacy-katolicy byli tam mniejszością narodową i wyznaniową.
22 #2 janek
dnia 30.09.2008 20:35:56
Świetne!
63 #3 sergiusz
dnia 23.10.2009 22:49:17
drugom po wielkosci byla parafja we wsi smolna SWIENTEJ TRUJCY pszed wojnom zaczenlo si budownictwo nowego murowanego kosciola dane dotyczonce liczbe wiernych zanadto zanizone natylie wiem byla to dosc duza parafja
1 #4 lechu
dnia 24.10.2009 00:46:37
Rzeczywiście liczba wiernych jest zaniżona. Kresen chyba nie policzył wszystkich mieszkańców z tych miejscowości. Od 1934 r. gminę Podbuż tworzyło 10 wcześniejszych gmin wiejskich: Bystrzyca, Opaka, Podbuż, Podmanasterek, Smólna, Stronna, Uroż, Winniki, Załokieć i Zdzianna. Na tym obszarze mieszkały wówczas 12224 osoby, a w tym 638 było wyznania rzymskokatolickiego. Te dane pochodzą ze spisu powszechnego. Należy też pamiętać, że wielu Polaków było wyznania grekokatolickiego. Ale jakby na to nie patrzeć to Polacy rzeczywiście byli tam mniejszością narodową.
5 #5 kresen
dnia 09.12.2009 20:13:07
Dane o liczbie wiernych parafii PODBUŻ pochodzą z SPZD "Ziemia Drohobycka " nr 19-20 str.135 z roku 2007 .Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 25% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 75% [3 głosy]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
Wygenerowano w sekund: 0.05
601,700 unikalne wizyty